A, gdybyś przestał/-a potrzebować Chromebooka? Oto alternatywa!

10

Póki co, to wyłącznie czyste teoretyzowanie. Bo jasne – nie miałem jeszcze w użyciu tego urządzenia, o którym jest niniejszy wpis, ale chodzi ono za mną od momentu swojej premiery. Oczywiście nie połaszę się na zakup – jest to póki co rozwiązanie zdecydowanie za drogie, jak na moje możliwości finansowe, no i wymaga pewnych kompromisów, niemniej – pomyślałem, że posiadanie Chromebooka, a szczególnie po to, by mieć również dostęp do aplikacji z Androida, nie jest wcale takie obligatoryjne.

Myślę oczywiście o Samsung DeX, czyli stacji dokującej, która zamienia Samsunga Galaxy S8/S8+ w komputer. Działa to na takiej zasadzie, jak Tryb Continuum w Lumii 950 i 950XL, tylko że zdecydowanie lepiej. W propozycji Microsoftu (skądinąd genialnej), nie działa sporo aplikacji, a funkcjonalność Continuum jest jeszcze mocno ograniczona. I wiele wskazuje na to, że tak pozostanie, bo MS porzuca (chociaż nie czyni tego oficjalnie) swoje mobilne środowisko bezpardonowo…

Sęk w tym, że DeX to rozwiązanie, które w pełni pozwala uruchomić WSZYSTKIE aplikacje znane z systemu Android (a jak masz wykupioną subskrypcję to i pełnego Office’a 365). Jak to stacja dokująca – wymaga przyłączenia doń myszki, klawiatury i monitora, aby miało to ręce i nogi, więc wygląda to od strony technicznej tak samo, jak w pomyśle od MS. W każdym razie – już na tym etapie rodzi się w mojej głowie pytanie – po co kupować Chromebase, albo Chromebita? Jeśli nie musisz koniecznie posiadać notebookowej wersji komputera z Chrome OS – to po co Ci Chromebook?

Zwracam na to uwagę z jednego zasadniczego powodu – ceny Chromebooków w Polsce to jakiś koszmar. Te, które były do niedawna w oficjalnej sprzedaży, w podstawowych swoich wersjach, wyceniane były na około 1500zł. To ceny w USA nie do pomyślenia za tak biednie wyposażone warianty. Za coś ciekawszego (czyli z układem i3 Intela), trzeba zapłacić w jednym z elektromarketów automatycznie 2300zł. Oczywiście w tym kontekście, to i tak nic, bo Samsung Galaxy S8 kosztuje 3499zł i 3949zł. Sam DeX to też osobny wydatek rzędu niecałych 100 EUR, zatem w przeliczeniu – nieco ponad 400zł.

Samsung DeX – fot. mat. pras.

Wiem, to wciąż kosztuje dużo, ale ceny tych smartfonów w końcu zaczną spadać. I co najistotniejsze – Galaxy S8 to już takie produkty, które nawet jeśli za dwa lata wymienisz na nowe urządzenie w ramach abonamentu, wciąż będą szybkie i wydajne. Nie mam co do tego złudzeń. Nadal mam bliski kontakt z Galaxy S5 i sporadycznie Galaxy S6. Te urządzenia względem dzisiejszych to przecież nic nadzwyczajnego, ale wciąż pracują świetnie! Na tej podstawie zakładam, że SGS8 spokojnie wystarczy na dobre 5 lat używania.

Samsung DeX – fot. mat. pras.

Dziś jeszcze poruszam się nieco w oparach absurdu, bo nie miałem DeX w swoich rękach. Ale pierwsze opinie, które czytałem potwierdzają, że śmiało Chromebooka mógłby w połączeniu z najnowszymi flagowcami Samsunga – zastąpić. W tej chwili testujemy samego SGS8+ w redakcji 90sekund.pl. Tak, jest żyleta. DeX też do nas wpadnie, ale jeszcze nie teraz. Rozmawiałem za to z Krzysztofem Bojarczukiem, który razem ze mną tworzy obydwa blogi, i zwierzył mi się, że gdyby DeX rzeczywiście okazał się taki, jakim go malują, to gotów jest kupić ósemkęprzystawkę. I nie są to słowa rzucane na wiatr, bo od kilku miesięcy zbiera się do kupna nowego komputera, a przez ostatnie 3 lata pracował wyłącznie na Chromebooku. Skoro więc on zakłada taki scenariusz, to sądzę, że podobnych osób może być więcej… Bez łaskawego czekania na Sklep Play od Google…

Michał Brożyński

Michał Brożyński

Niedźwiedź - ROAR! Redaktor Naczelny 90sekund.pl i MojChromebook.pl. Pasjonat humanistyki cyfrowej oraz literatury Myliwskiego, Pamuka, Cabrea i biegania.
Michał Brożyński
  • Dominik Śniegucki

    Tylko takie rozwiązanie ma dwie podstawowe wady:
    1. Chromebooka weźmiesz pod pachę a do DEX-a potrzebujesz monitor którego przecież tachać nie będziesz. Oczywiście można i pod dowolny TV ale wtedy wygoda pracy z klawiaturą na kolanach jest tylko na chwilę.

    2. Jesteś skazany na jedną właściwą firmę. W przypadku utraty telefonu czy awarii jesteś w czarnej d…. Bo o ile dane pozostaną w chmurze to nie masz czym ich obsłużyć. Abstrahując od cen chromebooków, jednak rozwiązanie: dowolny chromebook i dowolny telefon wydaje się bardziej sensowne.

    • Tak, toteż napisałem, że:

      Ad.1. jak nie potrzebujesz koniecznie komputera laptopowego, to przecież jest to idealne rozwiązanie zamiast Chromebita lub Chromebase, a nawet zaryzykowałbym, że zamiast Chromeboxa.

      Ad.2. Tak, awaria to jest coś, co rzeczywiście Cię uziemi, ale jeśli zwykły Chromebook nawali, to też zostajesz bez komputera. Tak się zastanawiam, czy warto też tak kurczowo trzymać się opcji telefon i komputer osobno? Oczywiście „głośno myślę”, bo pojawiło się rozwiązanie, które realnie oferuje kompleksowe rozwiązanie i wreszcie można podjąć temat, bez dywagacji opartych o prawdopodobieństwa. Sam jestem przed spotkaniem z tym sprzętem, ale bardzo ciekawi mnie, jak to rzeczywiście będzie działać? Filmik pokazuje, że jest mega. Opinie w Sieci też na to wskazują.

      • Dominik Śniegucki

        Zależy jak Samsung podejdzie do aktualizacji systemu. Wiesz, że w urządzeniach Chrome masz aktualizację na bieżąco a cykl aktualizacyjny w telefonach często się kończy po 2 latach od premiery (jak nie wcześniej). Więc chyba łatwiej zmienić telefon i mieć aktualny system w komputerze niż co dwa lata wydawać 3500-4000 na nowy telefon. Zresztą nie wiadomo czy S9 lub S10 będą w przyszłości wspierać DEX. Za te pieniądze masz chromebook i bardzo dobry telefon.

        Oczywiście każdemu według potrzeb

        • Jasne, jasne – Samsung po prostu zrobił to jak należy, jako pierwszy. A tak przynajmniej to wygląda. Aktualizacjami bym się nie przejmował w tym przypadku, bo łaty bezpieczeństwa i tak będą przychodzić.

    • gom1

      3. Przeglądarka jest w wersji mobilnej – ergo: nie można instalować rozszerzeń.

      4. Bez zestawu BT ciężko nawiązywać połączenia w momencie, gdy telefon siedzi w stacji dokującej.

  • Jerzy Jabłoński

    Wg mnie bez sensu. Jak chce się ograniczyć zajmowane miejsce na biurku to można równie dobrze kupić mini-PC z Windowsem i pracować w chmurze. Peryferia i tak trzeba dokupić, a za cenę S8+DeX można mieć sensowne mini-PC, telefon i jak się nie szarpnie na nie wiadomo co to jeszcze może na mysz i klawiaturę starczy. Mobilność jednego i drugiego rozwiązania będzie taka sama.

    DeX ma sens jeżeli ktoś koniecznie musi pracować na Androidzie z wykorzystaniem androidowych, a nie sieciowych, aplikacji. W żadnym innym wypadku. Trochę sztuka dla sztuki. W wypadku Windows miało to sens (pomijając kiepską wydajność samego sprzętu), ale Android?

    • No właśnie Android jest pod te rozwiązania idealny. W końcu masz wszystko co potrzeba. Nie tylko wydajny sprzęt, ale i świetne apki działające offline oraz smartfona, którego i tak masz ze sobą ZAWSZE. Naprawdę nie widzisz w tym większego sensu?

      • Jerzy Jabłoński

        Ale stacji dokującej ze sobą wszędzie nie nosisz przecież. Więc równie dobrze możesz mieć smartfona w kieszeni i o wiele wydajniejszego mini-PC obok klawiatury i monitora. Na którym to PC zrobisz więcej niż na komórce.

        Androidowe aplikacje szału nie robią, nawet te pro. Osobiście mam porównanie między Lightroomem na PC i na Androida (mam abo fotograficzne), ale w reszcie przypadków wygląda to pewnie tak samo. Co ma Android, czego nie ma Windows?

        Takie rozwiązanie miało by sens, gdyby nie potrzebna była stacja dokująca. Kładziesz telefon, podłączasz przez USB-C czy jakieś inne złącze, klawiatura i mysza przez BT i jedziesz. Wtedy i tylko wtedy ma to jakiś sens. A tak?

        Kupujesz mini-PC np. od Asusa za 900 PLN, dokupujesz Motkę Z za te 1800 i w porównaniu do SGS8 + DeX jeszcze zostaje na peryferia i monitor. A jak użyjesz telewizora z trybem PC to resztę w sumie możesz włożyć do kieszeni bo klawiaturę i mysz kupi się za 50 PLN.

        • Cholera, ale kosisz argumentacją! Nawet z tym Lightroomem masz do czynienia, a przecież oni się chwalą w materiałach prasowych, że współpracowali z Adobe przy tej aplikacji dla SGS8 z DeX-em. Imponujące. Kurczę, napisz coś więcej o tym porównaniu Lr na desktopa z mobilem.

          • Jerzy Jabłoński

            Lr na desktopy to aplikacja dla profesjonalistów. Wiadomo. Ta na Androida jest mocno ograniczona przez interfejs dotykowy. Nie jest zła jako taka, ale musi się ją dać obsłużyć na telefonie czy tablecie, a to narzuca ograniczenia i to po prostu widać. Wersja Androidowa to taki bardziej rozbudowany edytor ze Zdjęć Google. Ma więcej filtrów, lepiej sobie radzi z automatycznym wywoływanie zdjęć. Ma też bardziej rozbudowane możliwości ręcznej zabawy ale to wszystko nadal jest ograniczone i to mocno w stosunku do wersji desktopowej. Aplikacja jest wg mnie dla kogoś kto jest bardziej zaawansowany i świadomy i podstawowe edytory mu nie starczają, a potrzebuję obrobić i pokazać zdjęcie „już teraz”. Do tego jest świetna i spisze się na piatke. Ale nie zastąpi desktopowej wersji.

            Porównując do fotografii analogowej Lr na PC jest jak zaawansowana ciemnia z całym sprzętem, a Lr Android jest jak autolab w markecie.