Wątpliwość. 17 mln Chromebooków przed 2023 rokiem? Bez sensu te prognozy.

6

Siedemnaście milionów Chromebooków znajdzie właścicieli przed rokiem 2023. Takie przynajmniej rewelacje przynosi serwis AndroidAuthority.com na podstawie najnowszego raportu firmy analitycznej Global Market Insights. Czytam, zastanawiam się i… z politowaniem stwierdzam, że stoi za tym jedna, wielka i bezkresna pustka! Czym się tutaj podniecać? Jeszcze może przed rokiem, dwoma – miałbym frajdę (i kilka razy dałem temu upust na tym blogu), jak fajnie, że Chromebooki biorą świat. Ale powiedzmy sobie szczerze – nie biorą. I długo jeszcze nie wezmą!

Skąd ten pesymizm? To nie pesymizm, a pragmatyzm! I sądzę, że pomimo mojej ogromnej sympatii – niestety, ale Chromebooki czekają na swoje mocne uderzenie. Jeśli ktoś myślał, że ono już nastąpiło, to jest w ogromnym błędzie. Dlaczego? Bo po pierwsze, a zarazem po drugie i po trzecie – Chromebooki odnoszą jedyny i wyłączny sukces w Stanach Zjednoczonych. A przede wszystkim odnoszą go w edukacji. W biznesie jest ich niewiele, a jeśli już, to na pewno nie da się ich tak zaawansowanie używać, jak wymagają tego standardy wielu korporacji.

Asus Chromebook C202SA - MojChromebook.pl
Asus Chromebook C202SA – MojChromebook.pl

Piszę o tym z niemałym żalem, ale w istocie tak po prostu jest. Sam mam sporo problemów z edycją swoich starszych plików stworzonych w Excelu, które po prostu rozjeżdżają się po odpaleniu w Docsach, albo liczne tabele z wieloma sumowaniami po prostu zostają pozbawione formuł… Teoretycznie są jeszcze inne rozwiązania i oczywiście warto po nie sięgać, ale mimo wszystko Docsy wyglądają bardzo zachęcająco i są zintegrowane z ekosystemem Google, więc korzysta się z nich w naturalny sposób dużo wygodniej. Poza tym pozostają w rodzinie, czyli żadna zewnętrzna firma nie administruje moimi danymi, co w przypadku np. firmowych zastosowań Chromebooków ma ogromne znaczenie.

Podchodzę więc do wszelkich prognoz wzrostu sprzedaży urządzeń z Chrome OS na pokładzie z ogromnym dystansem. Widzę bowiem, że sam zawodowo nie mam w nich jeszcze wszystkich narzędzi, których potrzebuję chociażby do prowadzenia firmy. Chociaż cholernie się staram… Niemniej liczę, że zmieni tutaj sporo wejście androidowych aplikacji do Chrome OS, na które wciąż ze swoim Chromebookiem czekam.

HP Chromebook 11 G5 - fot. mat. pras.
HP Chromebook 11 G5 – fot. mat. pras.

Póki co Google gromadzi liczne świetne narzędzia, którymi może obdarzyć swoje produkty. Ale mimo wszystko wciąż nie wiadomo, czego tak naprawdę po Chrome OS i dedykowanych sprzętach można się spodziewać? Na horyzoncie jest Fuksja OS, o której nic nie wiadomo, ale to co wiadomo, wskazuje na to, że będzie to OS wieloplatformowy. Połączenie Chrome OS i Androida? Coś zupełnie innego, dla szeregu innych rozwiązań, typu mobile, wearables i IoT? Who knows?

Druga rzecz, to nie do końca jasny mariaż androidowych aplikacji ze środowiskiem Chrome OS. Wychodzi na to, że póki co w najlepszej sytuacji są właściciele Chromebooków z dotykowymi ekranami. Ale zastanawiający jest brak wsparcia dla wszystkich modeli tychże komputerów (o czym dawaliście znać chociażby w komentarzach pod TYM wpisem) oraz produktów typu Chromebase od LG. Sam nie mam pojęcia, jak mój Asus Chromebook C200 będzie obsługiwał aplikacje z Androida, napisane nie tylko pod dotykowe ekrany, ale także pod inny hardware, nastawiony na wykorzystywanie żyroskopów, akcelerometrów, czujników Halla, światła, zbliżeniowych etc. Tego wszystkiego przecież Chromebooki nie mają, bo jako notebooki zwyczajnie ich nie potrzebowały.

NComputing Chromebook CX110 - fot. mat. pras.
NComputing Chromebook CX110 – fot. mat. pras.

Trzecia rzecz, to wspomniane ograniczenie terytorialne. Nie chwaląc się, mam z polskich źródeł – nazwijmy to – nieoficjalne informacje, że niektórzy duzi gracze wstrzymują się z rozpoczęciem sprzedaży Chromebooków w Polsce, bo zwyczajnie nie ma u nas dla nich rynku. Lukę wypełnił skutecznie Acer, który nasycił zapotrzebowanie wśród najbardziej zaciekawionych tematem tuż po swoim wejściu. Reszta jakoś się nie garnie do porzucania Okien na rzecz Chrome OS. I – nie przymierzając – zachęcam do przejrzenia w celu wyrobienia sobie opinii naszych lokalnych portali aukcyjnych. Tylu Chromebooków na nich nie było jeszcze nigdy. Płynności sprzedaży – wg moich obserwacji – za wielkiej też nie ma, chociaż ceny tutaj niemal raczkują (chociaż nie wszystkie)…

Robi się więc bardzo niebezpiecznie i ciasno dla tego sprzętu. Nie wiadomo, czy apki z Androida faktycznie przydadzą się w każdym modelu, a jeśli już, to czy nie ograniczy się to tylko do garści z nich? Nie wiadomo, jak będą rosły Chromebooki sprzedawane poza USA, skoro nawet takie kraje, jak nasz nie mają sensownej kampanii promującej te sprzęty oraz ich zalet. Podział na Chromebooki z ekranami dotykowymi i bez nich oraz sam system, który jest napisany bezwzględnie pod okna i myszkę, a nie pod palec, to kolejny moim zdaniem widoczny problem, na który nie ma dziś recepty. Tym bardziej, że obecne rynkowe trendy wskazują na renesans rysików, a przecież aż się prosi o takie rozwiązania w Chromebookach, które też – idealnie w mojej opinii – nadają się na hybrydy z wyczepianym tabletem, z bazy którą stanowi klawiatura z dodatkową baterią i portami.

Acer Chromebook 14 for Work CP5-471 - fot. mat. pras.
Acer Chromebook 14 for Work CP5-471 – fot. mat. pras.

Wiem, namnożyło się tych znaków zapytania. Więc wieszczenie wielkiego wzrostu przed rokiem 2023 jest dla mnie, jak wróżenie z fusów. Dzisiaj nie ma sensu tego tak planować, bo to plany pozbawione racjonalnych przesłanek. Sam najchętniej przytuliłbym dzisiaj albo Pixela 2, albo rzucił się na najnowszego HP Chromebooka 13, tyle że ten akurat nie ma ekranu dotykowego, więc apki ze Sklepu Play, niby jak miałbym komfortowo obsługiwać? A sprzęt wart sporo pieniędzy…

Moja recepta? Zacisnąć pośladki i przeczekać. Najlepiej rok, bo w połowie 2017 r., będziemy wiedzieć znacznie więcej niż dzisiaj. Do tego czasu jakoś też ukonstytuują się apki z Androida na Chrome OS, więc i to pokaże na ile to przydatne, a na ile niewiele wnoszące rozwiązanie, szczególnie na Chromebookach bez dotykowych paneli… I tak się składa, że jeśli jakaś fajna okazja mnie po drodze  nie spotka, to po prostu na takie przeczekanie ze zmianą sprzętu się zdecyduję.

Michał Brożyński

Michał Brożyński

Niedźwiedź - ROAR! Redaktor Naczelny 90sekund.pl i MojChromebook.pl. Pasjonat humanistyki cyfrowej oraz literatury Myliwskiego, Pamuka, Cabrea i biegania.
Michał Brożyński
  • Jerzy Jabłoński

    Mam mniej więcej to samo. Po BARDZO udanym starcie z COS, a raczej darmowym bratem Chromium OS i konwersji starego Travelmate’a na ChromiumBooka myślałem całkiem poważnie o Pixelu albo Thinkpadzie z COS. Ale info o nowym systemie Google trochę mnie ostudziło. Laptopa za 5-6 tysięcy kupuje się na lata, a pojawienie się Fuksji może negatywnie wpłynąć na rozwój aplikacji deweloperskich i generalnie usług innych niż edukacyjne na Chrome OS. A wtedy zostałbym w czarnej d…ie z nie funkcjonalnym sprzętem za spore pieniądze.

    Przyjdzie przeprosić się z windowsowym laptopem.

    • Fuksja OS – no właśnie mnie też to wystopowało. Chociaż na HP Chromebooka 13 mam ogromny apetyt! Ale tak, jak naposałeś – wydatek kilku tysięcy to jest, więc wnioski nasuwają się same…

  • RA

    Oj, znowu to pragnienie redaktora naczelnego, zeby Chrome OS stal sie Windowsem :( Panie Redaktorze, nawet pliki .doc rozjezdzaja sie w Office 2010 i pozniejszych, wiec o czym my rozmawiamy? Po drugie Panskie przewidywania odnosnie chromebookow z ARM okazaly sie kompletnym niezrozumieniem potrzeb klientow, bo Asus Flip 100 okazal sie sukcesem sprzedazowym, a RockChip wypuscil juz drugi swoj procesor. Na G+ jest czesto komentowany nowy chromebook „Kevin” ze wsparciem dla tego rysika, GPS, ekran lepszy niz na Makowkach o przekatnej 3/2. Mediatek tez dedykowal swoj procesor Chrome OS.

    Dotykowe chromebooki potrzebne beda graczom i te z ARM-ami spelnia ich oczekiwania. Drugiej grupie jak ja dotyk nie jest potrzebny. Sa tysiace androidowych aplikacji uzytkowych, ktore nie wymagaja mazania palcami po ekranie. Nowy system Fuchsia ma poprawic responsywnosc, bo kernel Linuksa jest juz zbyt ciezki dla tak lekkich mobilnych urzadzen. Sam Linus Thorvalds to potwierdzil i radzil szukac innych rozwiazan. Google zapewne bedac swiadomym tego problemu jak rowniez co do agresywnej polityki Microsoft wygumkowania ich z W10 tworzy nowy system od podstaw.

    Aplikacje androidowe beda rosnac oraz peczniec i chromebooki moga w pelni wystarczyc ZU, to nie zart.

    • Kłaniam się. Zdaje się, że się nie rozumiemy, a moja pamięć mnie mniej zawodzi niż pamięć Pana. Nie krytykowałem architektury ARM (chociaż wydajnościowy proges zaczął się dopiero od czasów Tegry w Acerach, bo wcześniej było katastrofalnie z Exynosami Samsunga, czego doświadczyłem na własnej skórze), tylko obecność w Chromebooku nikomu nieznanego układu firmy Rockchip, który nawet nie miał porządnych testów wydajnościowych. Druga rzecz – to przyznałem się w wielu komentarzach, wpisach, a także recenzji Asus Chromebita CS10, że myliłem się w stosunku do układu Rockchip. Nie rozumiem więc w czym widzi Pan problem? W ludzkiej pomyłce, do której się przyznałem i – jak sądzę – grzechy odpokutowałem?

      Kolejna rzecz, to moje rzekome pragnienie, aby ChrOS stał się Oknami. Nie – nie chcę tego. Bo Chrome OS pozwala na zupełnie inny rodzaj pracy, ale cały świat od dekad korzysta ze środowiska i aplikacji stworzonych przez Microsoft, więc naturalnie – każdy ma wyobrażenia związane z Okienkowym ekosystemem, więc szuka podobnych rozwiązań u innych dostawców sprzętu i oprogramowania. Nie widzę w tym niczego złego – w końcu Windows i Office są jakimś punktem odniesienia. Traci ono już dzisiaj na znaczeniu, ale wciąż jest to silna kotwica.

      Trzecia rzecz, to pliki Office – nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, aby jakikolwiek napisany plik w Wordzie (a trochę ich sporządziłem w swoim życiu) lub skomplikowany plik Excelowski (takich mam setki) rozjechały się na tyle, że nie szło z nich skorzystać. Ale po wrzuceniu tabel do Docsów utraciłem np. sumowania. Przy prostym budżecie domowym to pół biedy, gorzej z rocznym, rozbudowanym planem na wiele arkuszy i tabel, gdzie wszystko się ze sobą sumuje, i gdzie jest mnóstwo pozaszywanych formuł.

      Ostatnia sprawa – ja nie twierdzę, że Androidowe apki są czymś niedobrym! Póki co zastanawiam się, w którym kierunku pójdzie rozwój Chromebooków, bo dziś jest więcej znaków zapytania aniżeli odpowiedzi, co starałem się wyraźnie uargumentować w moim wpisie powyżej. I doszedłem do wniosku, że z dużymi Chromebookowymi zakupami lepiej się póki co wstrzymać, a że takie mam w planie, toteż nie chcę wyrzucić pieniędzy w błoto, czyli w drogiego Chromebooka, który np. bez dotykowego ekranu będzie fatalnie radził sobie z aplikacjami ze Sklepu Play, które pod dotyk przecież są napisane. Jak będzie jeszcze nie wiem, bo sam czekam z niedotykowym Asusem C200 na aktualizację, więc mam prawo do swoich wątpliwości, w których zdaje się, że nie jestem odosobniony, prawda?

      • KrytycznymOkiem

        Nie zgodzę sie. Pliki wordowskie rozjeżdżają się na maksa. Nie raz tego doświadczyłem. I najgorsze, że nie ma w tym żadnej logiki. Po prostu raz na jakiś czas coś się wysypie i tyle.

        • Nie przeczę, sam uważam, że być tak nie powinno, ale trochę czasu musi jeszcze upłynąć, aby pewne standardy się zmieniły lub też – by dopracować technologię tak, aby takie niespodzianki były jak najrzadsze. Co do tego wątpliwości nie mam.